czwartek, 29 września 2011

O boże!

MASAKRA.

Wróciłam z budy, lekcje skrócone, żesz masakra. Dodatkowy polski i powtórzenie wiadomości przed sprawdzianem -.-
W drodze do sali rozglądałam się, czemu go nie ma... i myślałam czy w końcu się go spytać, ale zdecydowałam, że zrobię to później. Teraz WF. Ogrzyca znowu dokazuje, a Pysiolka nadal nie ma. (Pysiolec to zła ksywa jak na niego, więc jaka?) Zaczęłam się martwić, że go dzisiaj nie będzie. Niemiecki - zastępstwo z Czarnulką. Jazda na boisko. Ogrzyca gra z chłopakami w nogę.

4:1 dla chłopczyków! Brawo chłopcy!

Co dalej? Eh... Pysiolec zwyzywał mnie od konia, więc dałam mu w tą pyskatą mordkę, a on oblał mnie Liptonem. Brzoskwiniowym <3
Słynnym w naszej szkole napojem w puszce, której nigdy nie otwiera do końca.. ;p


Potem ja powiedziałam do niego :


Ja: Nie szkoda Ci go wylewać na mnie?
On : Mam jeszcze 25 zyla.
Ja: Chciałeś zaszpanować ogrzycy co do kasy?
On: Nie, Tobie.
A ja pomyślałam "O żesz kurna, on na pewno nie na serio." A tylko czekałam, żeby kiedykolwiek zwrócił na mnie uwagę. ;(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz